sobota, 9 listopada 2013

Apaszkowy zawrót głowy

Ponad rok temu przyjaciółka namówiła mnie na 'całodzienny seans ze stylistką'. Opierałam się trochę, no bo pomyślałam sobie: czego stylistka może nauczyć prawie 40-letnią kobietę, która na dodatek uważa, że o 'swoim stylu i sobie' wie wszystko? J
Hmmm… zapewniam Was, że wiele.
Na szczęście nie opierałam się długo: bardzo lubię się uczyć i mierzyć z nowymi wyzwaniami.
 
A jak nasze spotkanie wyglądało?
Najpierw dobierałyśmy 'własną paletę kolorów'.
Świetna zabawa: w białym fartuchu i białym czepku, ze zmytym makijażem, 'przymierzałam' różne kolory i oceniałam, w czym wyglądam dobrze, a w czym nie.
Zawsze myślałam, że jestem WIOSNĄ, a tu moje pierwsze zdziwienie, bo okazało się, że jestem ZIMĄ. Co prawda trochę nietypową, ale jednak. Z tą WIOSNĄ zawsze mi się coś nie zgadzało, bo dobrze mi jest w mocnych kolorach (czerwień, turkus, róż), ale ze względu na moje piwne oczy i brązowe włosy jakoś o ZIMIE nigdy nie pomyślałam. Na koniec takiego doboru kolorów pani Basia, moja stylistka (ależ to brzmi) przygotowała karnecik z moimi kolorami-pewniakami, tzn. takimi w których wyglądam zawsze DOBRZE. Oczywiście już wcześniej wiedziałam, w czym mi jest dobrze, a w czym nie, ale można powiedzieć, że 'mniej-więcej'. A dzięki takiemu karnecikowi ta wiedza jest nazwana i zawsze pod ręką. I teraz jak wchodzę do sklepu to od razu wiem, które wieszaki mam omijać szerokim łukiem. Dzięki temu mój portfel nie chudnie w takim tempie jak to drzewiej bywało, a w szafie wiszą rzeczy, które faktycznie noszę a nie takie co tylko zbierają kurz.
 
Następnie przymierzałam swoje ubrania i stylistka doradzała, w jakich połączeniach mogę je nosić. Takie spojrzenie 'zupełnie z zewnątrz' jest bardzo przydatne. I znów dowiedziałam się wielu ciekawych informacji:
- jakie moja sylwetka ma atuty i jakie wady, co powinnam ukrywać, a czym się chwalić J
- jakich fasonów, długości, kształtu dekoltów i innych detali krawieckich mam unikać, a jakie pomogą mi eksponować moje zalety.
Niby to wszystko wcześniej wiedziałam, można powiedzieć 'wyczuwałam', ale takie nazwanie, usystematyzowanie całej wiedzy bardzo pomaga.
Efekt tego był taki, że kilka ubrań całkiem wyrzuciłam, kilka spódnic, spodni i sukienek zmieniło długość. W wielu ubraniach zmieniłam również kształt dekoltów. Niesamowite, jak takie drobne poprawki zmieniły moją szafę i mnie J.
 
Na koniec wizażystka przez ponad dwie godziny uczyła mnie jak wykonać na sobie profesjonalny makijaż.
Uczyła, bo nie umalowała, tylko dała pędzle w dłoń i kazała sobie samodzielnie zrobić pełny makijaż. To był naprawdę bardzo udany dzień.
Nauczyłam się kilku makijażowych trików. Niesamowite, że człowiek maluje się ponad 20 lat a i tak, można powiedzieć, że jest laikiem w tej dziedzinie.
 
I najważniejsze – ODKRYŁAM APASZKI I SZALICZKI.
Nigdy za bardzo za nimi nie przepadałam, ale pani Basia pokazała mi jak można w bardzo ciekawy sposób zmienić charakter całego stroju bawiąc się tylko apaszkami i wiążąc je w różnych miejscach, w różny sposób.
 
 
Wystarczy biały t-shirt i ciemna spódniczka (albo dżinsy), które uzupełnione o kolorowe jedwabne szaliczki nabierają zupełnie innego charakteru. I w takim zestawie wygląda się zawsze elegancko J.
 
 
Poddała też mi pomysł, że zamiast kupować w sklepach jedwabne apaszki za bajońskie ceny, wystarczy w sklepie z materiałami kupić pół metra jedwabiu i ładnie go obszyć. I już...
Moja szafa zyskuje w ten sposób nowy element eleganckiego stroju. Na tej fali powstała cała seria szaliczków – szerszych i węższych, jasnych i ciemnych, mniej lub bardziej kolorowych.
 
Większość jedwabi, które mi się spodobały były jednostronne, więc wymyśliłam, że uszyję z nich dwustronne szaliczki. Do nich jeszcze dorobiłam takie 'coś' do wiązania.
 
 
 
A że apetyt rośnie w miarę jedzenia, to pomyślałam sobie:
a czemu by nie wyhaftować na nich mojego monogramu?...
 
 
albo znaku zodiaku…
 
 
albo po prostu kwiatuszka…
 
 
Dzięki temu moje apaszki są 'naprawdę moje' i kocham je nosić.
A jak Wam się podobają?
Abyście nie zzieleniały z zazdrości, dodam że taki jeden szaliczek z osobistym haftem jest do wygrania w moim 'jesiennym candy'. Co Wy na to?

Pozdrawiam
JoC

7 komentarzy:

  1. Sssuper! Apaszki to jest to co lubię najbardziej. Nadal jestem egoistką i trzymam kciuki tylko i wyłącznie za siebie;))) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja uwielbiam wszelki szale, apaszki, szaliczki a mieć taką spersonalizowaną to jest super pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jestem miłośniczka szali i chust, apaszki tez się u mnie znajda ;) ale bardzo tez lubię krawaty :D a Twoje apaszki plus "cosik" wygladaja prawie jak krawaciki i od razu mi sie ten pomysł spodobał :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Od zawsze lubię apaszki, chusty i wiecznie coś kupuję!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny pomysł:) i nie trzeba fortuny wydawać:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ ta apaszka potrafi cuda zdziałać:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny pomysł na zmianę w codziennym stroju.

    OdpowiedzUsuń