piątek, 8 listopada 2013

Pełne ręce roboty

Tym razem nie będzie o moich 'zapracowanych szyjących rękach' tylko o Świętym Mikołaju. Czasu do Jego odwiedzin zostało naprawdę niedużo.

Szósty grudnia to dla Niego bardzo pracowity dzień. Odwiedzić wszystkie dzieci na świecie i każdemu dać jego wymarzony prezent…
Uff, wcale się nie dziwię, że później musi odpoczywać cały rok J
 
W naszym domu jest to dzień szczególny, mocno wyczekiwany, wręcz magiczny, do którego całą rodziną odpowiednio się przygotowujemy.
 
Jeśli macie chwilkę to poczytajcie o 'naszej domowej baśni':

Najpierw oczywiście wszyscy piszemy list do Świętego Mikołaja. Dorośli piszą, a dzieci rysują co by chciały dostać. Na miesiąc naprzód. Aby list oczywiście zdążył dotrzeć na biegun północny.
Później cały miesiąc jesteśmy wyjątkowo grzeczni, no bo przecież musimy zasłużyć na nasze wymarzone upominki.
Piątego grudnia piekę razem z dziećmi ciasteczka imbirowe, które ponoć Mikołaj bardzo lubi jeść.
W specjalnym kubku szykujemy kakao i wykładamy kilka ciesteczek na talerzyku.
Następnie wieszamy na kominku nasze ozdobne skarpety na prezenty z naszymi imionami. Otwieramy kominek, aby Mikołaj mógł przez komin dostać się do domu. Oczywiście tego dnia nigdy nie palimy w kominku, aby nasz gość się nie poparzył. I idziemy spać...
 
Rano czym prędzej biegniemy pod kominek sprawdzić czy Święty Mikołaj był...
 
Kakao wypite, ciastka zjedzone, ślady popiołu na podłodze... znaczy się ktoś nas odwiedził i zostawił co nieco J
I tak jest co roku: rano dzieciaki piszczą z uciechy i są bardzo podekscytowane. Nawet prezenty schodzą na plan dalszy - bo najważniejsze to są te ŚLADY, które trzeba po Mikołaju posprzątać...
 
W tamtym roku zupełnie przypadkiem udało mi się kupić w jakiejś małej księgarni książeczkę dla dzieci, w której 'nasza domowa baśń' jest wspaniale opisana. Ta polska adaptacja tekstu Clementa C. Moore'a o oczekiwaniu na Świętego Mikołaja i jego wizycie w noc wigilijną jest przepięknie ilustrowana. Aż miło ją wziąć do ręki, a przeglądanie jej razem z dziećmi to czysta radość i przyjemność. Jeśli uda Wam się ją jeszcze znaleźć to gorąco polecam. Oto jej kilka zdjęć na zachętę...
 
 
 
 
 
 
 
A teraz słów parę o naszych ozdobnych skarpetach. To były pierwsze szyjątka jakie wykonałam na mojej Beni, kiedy ją kupiłam. Hafty nie są może doskonałe, ale bardzo je lubię.
'Przody' uszyłam z zielonego i niebieskiego weluru, i mają wyhaftowane imię członka naszej rodziny oraz świateczno-zimowe motywy. 
 
 
 
Natomiast 'tyły' są z filcu i mają wyhaftowane śnieżynki w różnych kolorach: białe, niebieskie i kremowe.
Przez te dwa lata kiedy te skarpety mamy, wymysliłam już nową wersję skarpet. I aż korci mnie, żeby uszyć je na nowo...
 
A teraz przyjemna rzecz - taką nową wersję skarpety z radością uszyję dla jakiegoś dziecka, którego mama (ciocia, babcia, siostra albo ktokolwiek inny) weźmie udział w moim 'jesiennym candy' i  wybierze zestaw DZIECKO.   
pozdrawiam
JoC 

11 komentarzy:

  1. Fantastyczne skarpety a wyhaftowane śnieżynki z tyłu szalenie mnie zachwyciły! Książeczka wspaniała, małych dzieci u mnie nie ma ale czy to ja nie mogę na stare lata być jak dziecko ?! :)))))) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna opowieść... Uwielbiam takie tradycje... Przyznam się szczerze, że ślady mikołaja mnie wzruszyły... ;) Skarpety świetne... Co roku sobie obiecuję, że też uszyję takie skarpetki na prezenty... I co roku czasu brak... :( Tym bardziej podziwiam Twoje :) śnieżynkowe motywy cudne... Pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
  3. W takim razie zabieramy się do pisania listu :) Capricha

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowną macie tradycje w domu :D milo sie czytało o waszej domowej baśni :D a skarpeciaki zachwycające :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Śliczne skarpety:) Śnieżynki podobają mi się bardzo:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy świadczy Pani usługi haftowania? Interesuje mnie haft imienia na koszulce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bardzo proszę opisać wszystko na maila pracownia@jocart.pl

      Usuń